Szofer

Przez pół życia był wożony.
Kierownicy nie dotykał.
Lecz tym razem chciał spróbować,
więc szofera o to spytał.

I choć szefem był Kościoła,
błagał długo, by się zgodził.
Dwa miesiące go tak męczył.
najpierw prosił, później groził.

Kiedy w końcu się udało
i swe miejsca zamienili:
Papież z przodu, szofer z tyłu
- przez kraj mały popędzili.

Sto pięćdziesiąt przez Watykan
limuzyna, jak wiatr gnała
aż przy jednej z wąskich ulic
ich policja zatrzymała.

Zbladł policjant i zawrócił,
gdy się szyba uchyliła.
Chciał przez radio się naradzić
w sprawie, co go zaskoczyła.

"Marco, kogo zatrzymałeś?"
- spytał w radio głos trzeszczący.
"Czy to burmistrz czy prezydent?
Czy znaczniejszy ktoś z rządzących?"

Na to Marco dumie, myśli
i po głowie swej się drapie.
"Nie wiem, lecz szoferem jego
jest nikt inny niż sam Papież".