Dziki Wschód
Dziki Wschód
Gdzieś na Polski dzikim wschodzie,
w pewnym barze bardzo starym,
w południowej doby porze
zjawił się Amerykanin.
Rzekł z uznaniem do obecnych,
że o ich zdolnościach picia,
nawet w wielkiej Ameryce,
opowieści mnóstwo słyszał.
Lecz mu ciężko w to uwierzyć.
Chciałby więc na własne oczy
widzieć śmiałka, co się zmierzy
z flaszką, którą w siebie wtłoczy.
Daje za to sto tysięcy
i nowiutką wersję dżipa,
jeśli zjawi się ktoś taki,
kto zadaniu sprosta dzisiaj.
Po tych słowach jeden facet
wypadł z baru z flaszką w ręce
i za chwil zaledwie parę
wrócił zakład podjąć chętnie.
Nową wódkę wziął do ręki
i przechylił szybkim ruchem.
Nie zostało nic z butelki.
Takim był ten facet zuchem.
Z Ameryki pan zdumiony,
nim pieniądze dał i dżipa,
mając duży mętlik w głowie
gościa tego jeszcze spytał:
"Jedno tylko niech pan powie,
bo mam w głowie myśli mnóstwo.
Gdzie pan z wódką z baru pobiegł?
Czy nie było to oszustwo?"
"Czy dam radę nie wiedziałem,
więc na zewnątrz jedną w migu
opróżniłem, bo nie chciałem,
by narobić sobie wstydu".